image

Dwa lata temu po raz pierwszy pojechaliśmy do Francji na wakacje. Nowy kraj, nowi ludzie, nowe zwyczaje.
Miejscem, które stało się naszym domem na dwa tygodnie była mała wioska leżąca w dolinie rzeki Vesubie, mianowicie Belvedere.
Ludzie wiodą tu życie spokojne, nigdzie się nie spieszą. Spotykają się na głównym placu miasta żeby porozmawiać siedząc na ławeczce pod kościołem albo przy szklance wina w restauracji. Rozmawiają… i nikt nie zwraca uwagi, że zegar na wieży kościelnej właśnie po raz drugi wybił godzinę czwartą po południu.
Czemu dwa razy wybija każdą godzinę? Czemu zawsze pierwszy raz wybija godzinę o pełnej godzinie, a później ‚poprawia’ jeszcze raz pięć minut później. Wytłumaczenie jest ciekawe. Pomogła nam w tym poznana tu, na miejscu Francuzka – Zoe. Powiedziała nam, że kiedyś, gdy większość ludzi pracowała na polach i jedynym wyznacznikiem upływającego czasu był dźwięk bijącego zegara na wieży w pobliskim miasteczku lub wiosce musieli dokładnie słyszeć ile razy zabił zegar. Pochłonięci pracą mogli nie zdążyć policzyć ile razy zabił zegar. Dlatego właśnie pierwszy raz zegar bije o pełnej godziniena, żeby pracujący ‚na polu’ przygotowali się na ‚liczenie’, żeby zwrócili uwagę, że kilka minut temu wybiła pełna godzina.
I tak już zostało. Czasy się zmieniły a zegary we Francji wciąż biją dwa razy.